sobota, 14 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 29

Ten dziennik i to co tam zobaczyli
nie dawało im spokoju. Dzisiaj jest Boże Narodzenie. Hermiona i Ron wyjechali do rodziny. W Gryffindorze zostało nie wiele uczniów. Kiedy Laura i Harry wstali, w salonie zastali Dean'a i Seamusa otwierających prezenty. Rodzeństwo smętnym krokiem zeszło po schodach i usiadło obok nich. Nie spodziewali się prezentów, ale ujrzeli pod choinką paczkę zaadresowaną do nich. Laura ją podniosła i odpakowała. W środku był liścik: Dla Harry'ego i Laury. Wesołych świąt! Hagrid.
Po przeczytaniu dziewczynka wyjęła zapakowane czekoladowe cukierki, które bardzo przypominały jej te, które dostali od Hermiony. Ron natomiast podarował im pięć czekoladowych żab. Po południu rodzeństwo poszło na błonie. Rozmawiali i bawili się kiedy podbiegł do nich Seamus i poprosił aby poszli za nim. Chłopak zaprowadził ich do sypialni Harry'ego. To co tam zobaczyli było dziwne. Wszystko było zniszczone. Harry szybko sprawdził czy niczego nie brakuje.
-Laura... Brakuje dziennika Toma Riddle'a. 
- Kto mógłby go zabrać? - zapytała dziewczynka kiedy szli do Wielkiej Sali na posiłek. 
Ku im zdziwieniom przy stole siedziała Ginny.
- To ona nie pojechała do domu?
- Na to wygląda.
Podeszli do niej i przywitali się z nią. Była bardzo blada. Po krótkiej chwili odezwała się:
- Muszę wam coś powiedzieć.
- Słuchamy -odpowiedzieli w tym samym czasie.
- Bo ja....
- Ginny! - zawołał Percy.
- To ty też nie wróciłeś do domu? - zapytał Harry.
- Nie, kiedy Ginny oświadczyła, że zostaje w Hogwarcie mama kazała mi zostać i ją pilnować.
- Co chciałaś nam powiedzieć? - zapytała Laura dziewczynkę.
- Ja.... widziałam....to znaczy..... 
- Ginny widziała mnie w dziwnej sytuacji i zapomniała, że ją prosiłem aby nikomu nie mówiła - dokończył za nią Percy i usiadł obok siostry.
Harry i Laura zdziwili się reakcją Percy'iego. Wydawało im się, iż Ginny chciała powiedzieć coś innego.
Po powrocie Hermiony i Rona
nic się nie zmieniło. Nadal dręczyła ich myśl o tym, że Hagrid może być potomkiem Slitherina, Ginny nadal była jakaś niespokojna i nadal wszyscy nie odzywali się do Harry'ego i Laury. Dzisiaj, po kilku miesięcach odbędzie się drugi w tym roku mecz quidditch'a. Gryffindor będzie grał z Hufflepuff'em. Wood bardzo przygotowywał się do tego meczu i reszta drużyny też. Kiedy wchodzili na boisko zobaczyli profesor McGonagall z megafonem.
- Mecz odwołany! Wszyscy uczniowie natychmiast kierują się do dormitoriów!- krzyczała nieco przerażonym głosem.
- Jak to? - zapytał zdziwiony Wood.
- Ubierzcie się szybko w normalne szaty i idźcie do dormitorium. Potter, przebierz się i chodź szybko za mną. 
Harry błyskawicznie się ubrał i poszedł za profesor McGonagall. Po drodze spotkali Rona i on także z nimi poszedł. Zatrzymali się przed drzwiami do skrzydła szpitalnego.
- Ostrzegam was. To co tam zobaczycie może nie być takie proste. Panna Potter już tam na was czeka. 
Otworzyła drzwi i to co tam zobaczyli bardzo nimi wstrząsnęło. Hermiona leżała bezruchu na łóżku (wyglądała jak manekin), a przy niej siedziała zapłakana Laura. Przyjaciele podeszli do nich. Ron dotknął ręki Hermiony. Była sucha i wydawała się nie mieć żadnej temperatury. Harry chwycił siostrę za ramię aby jej dodać trochę otuchy, choć sam był wstrząśnięty. Podeszła do nich McGonagall.
- Kiedy ją znaleźliśmy miała w ręce lusterko. Wiecie może co to ma znaczyć? - zapytała, a oni pokiwali głowami na znak, że nie wiedzą. - Bardzo mi przykro. 
Ron wyjął z zdrętwiałej ręki przyjaciółki jakąś kartkę. Spojrzał na Harry'ego i Laurę i ją odwinął. Przeczytał na głos:

Wśród wielu wzbudzających lęk bestii i potworów, które lęgną się w naszym kraju, nie ma dziwniejszego i bardziej złowrogiego stworzenia od bazyliszka, nazywanego również "Królem węży". Wąż ów, który może osiągać olbrzymie rozmiary i żyć wiele setek lat, rodzi się z kurzego jajka podłożonego ropusze. Zadziwiające są jego sposoby uśmiercania ofiar, bo prócz jadowitych kłów, bazyliszek dysponuje jadowitym spojrzeniem, a ten, w kim utkwi swoje złowrogie ślepia, pada natychmiast trupem. Bazyliszek jest śmiertelnym wrogiem pająków, które uciekają przed nim w popłochu, a on sam lęka się jedynie piania koguta, które jest dla niego zgubne.

Kiedy wrócili do pokoju wspólnego wszyscy im mówili, że im współczują i jest im przykro. Przyjaciele postanowili przeanalizować tekst jeszcze raz. Dopiero po kilkunastu minutach Ron się odezwał.
- Skoro on uśmierca wszystkich co spojrzą mu w oczy to jakim cudem Hermiona i inni nie umarli?
- Może nie spojrzeli bezpośrednio w jego ślepia - zastanawiał się Harry.
- To ma sens - powiedziała Laura. - Może pani Norris zobaczyła jego odbicie w wodzie kiedy chciała się napić, ten Puchon mógł go zobaczyć przez Prawie Bezgłowego Nicka, a Hermiona mogła sprawdzać czy przypadkiem nie czai się za rogiem i zobaczyła go w lusterku.
Przyjaciele długo rozmawiali o tym i doszli do wniosku, że to może być prawda.
Od tamtego ataku na każdą lekcję
odprowadzał ich nauczyciel. W końcu Harry, Ron i Laura postanowili odwiedzić Hagrida i zapytać go o kilka rzeczy.

 

piątek, 13 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 28

Za tydzień jest Boże Narodzenie.
Opiekunowie domów zbierali uczniów, którzy jadą do domów. Ron i Hermiona wracają do rodziców. Rodzeństwo nie było zadowolone. Na dodatek okazało się, że Draco Malfoy zostaje w Hogwarcie. Kiedy wracali z lekcji zaklęć Laura, Harry, Ron i Hermiona przechodzili obok łazienki Jęczącej Marty, z której lała się woda. Postanowili tam wejść. Wszystkie krany były poodkręcane więc przyjaciele szybo je zamknęli. Usłyszeli głośny płacz dochodzący ze ściany. Nagle z toalety wyleciała Marta. 
- Co się stało? - zapytała Laura.
- A od kiedy interesuje kogoś co się dzieje z głupią Jęczącą Martą?!
- Proszę, powiedz nam.
Po chwili namysłu odezwała się piszczącym głosem:
- Siedziałam sobie spokojnie w toalecie kiedy nagle coś przeleciało przez moją głowę. Ktoś rzucił we mnie książką. 10 punktów jak trafi w brzuch, a 20 jak trafi w głowę!  
- Ale przecież ty nic nie czujesz. To znaczy.... wiesz, jesteś duchem - powiedział Ron.
- Oczywiście! Bo ta głupia Marta jest duchem i nic nie czuje!
- A gdzie jest ta książka? - zaciekawił się Harry.
- Weźcie ją sobie! Jest pod zlewem! - dodała i wskoczyła do toalety.
Chłopiec ujrzał czarną książkę i ją podniósł. Na okładce pisało złotym drukiem: Dziennik Toma Riddle'a. Harry go otworzył, ale nie było w nim nic zapisane. Tylko były daty. Dziennik w jakiś sposób zainteresował Laurę i Harry'ego. 
Kiedy wrócili do dormitorium
rodzeństwo poczekało aż zrobi się ciemno. Usiedli przy stole i wzięli dziennik. Laura najpierw wyjęła różdżkę i powiedziała:
- Aperacjum!
Próbowała w ten sposób ujawnić niewidzialny tusz. Jednak nic się nie pokazało. Harry namoczył pióro w atramencie i zrobił plamę na jednej ze stron. Tusz wsiąknął w kartkę i nie było go widać. Zdziwione rodzeństwo postanowiło coś sprawdzić. Harry napisał na stronie tym samym piórem: Witaj! Nazywamy się Laura i Harry Potter. Tusz znowu wsiąknął. Po chwili na stronie ukazał się napis: Witajcie, jestem Tom Riddle. Rodzeństwo trochę się przeraziło, bo nie wiedziało kto i kiedy to napisał. Wiedziały, że Tom Riddle już nie mógł żyć, bo dziennik był z przed 50 lat. Harry postanowił odpisać: Czy wiesz coś o Komnacie Tajemnic? Postać odpisała: Tak.
Rodzeństwo coraz bardziej pochłonięte rozmową postanowiło zapytać: A opowiesz nam o niej? Tom odpisał: Nie. Dzieci były trochę zawiedzione odpowiedzią, ale nagle pojawił się napis: Ale mogę wam pokazać. Laura i Harry nie wiedzieli w jaki sposób on chce im to pokazać. Nagle w dzienniku zaczęła się robić dziura, która cały czas się powiększała. Po chwili pochłonęła ich i znaleźli się w dziwnym miejscu. Rozpoznali je. Byli w Hogwarcie. Zobaczyli wysokiego chłopaka stojącego przy schodach.
- Przepraszam! - zawołał Harry, ale bezskutecznie.
Uświadomił sobie, że nikt ich nie widzi. 
- Harry.... - wyszeptała Laura i wskazała schody.
Schodzili po nich jacyś ludzie niosący zwłoki. 
- Tomie Riddle! - zawołał jakiś znajomy głos, a chłopak się odwrócił.
- Tak profesorze? - zapytał.
Rodzeństwo uświadomiło sobie, że to z nim pisali w dzienniku. 
- Co tu robisz o tej porze? - ku zdziwieniu Laury i Harry'ego był to profesor Dumbledore.
- Nic, panie profesorze. Czy to prawda, iż na święta wszyscy uczniowie muszą wrócić do domów?
- Tak. Dobrze wiesz jakie jest zagrożenie. 
- Komnata Tajemnic naprawdę została otwarta, tak?
- Może i tak, a może i nie.
- Panie profesorze, ja muszę tutaj zostać. Ja nie chcę wracać do sierocińca.
- Lecz musisz. To dla twojego dobra.
- A gdyby sprawca tych wypadków został złapany to mógłbym zostać?
- Zapewne tak, ale jak na razie nie wiemy kto to jest. Chciałbyś mi coś powiedzieć?
- Nie, panie profesorze. Nie mam nic do ukrycia, a teraz jak pan pozwoli to pójdę do mojego dormitorium.
Odwrócił się i szybko pobiegł w stronę lochów. Rodzeństwo ruszyło za nim. Nagle Riddle zatrzymał się przed jakimś pomieszczeniem i wyjął różdżkę. Ze środka było słychać jakąś rozmowę. Tajemniczy chłopak otworzył drzwi. W środku było bardzo wysoka postać z bujnymi włosami przemawiająca do jakiegoś zwierzątka w pudełku. 
- Rubeusie.... - zaczął Riddle. - Odsuń się, bo inaczej będę musiał wszystkim powiedzieć.
- Co? - mówił bezradny chłopak. - Nie! Aragog nie jest potworem! On za tym nie stoi!
Tom Riddle rzucił zaklęcie i z pudełka wyleciał ogromny, włochaty, obrzydliwy pająk. Laura ścisnęła ramię Harry'ego, bo nie przepadała za takimi rzeczami. Pająk przebiegł obok nich i wybiegł z pomieszczenia.
- Przykro mi Rubeusie. Będę musiał im powiedzieć....
Wszystko zaczęło się zmniejszać, rozmowy ucichły. Harry i Laura wylądowali na swoich krzesłach w dormitorium. Nie mogli uwierzyć w to co zobaczyli. 
Na drugi dzień od razu opowiedzieli
wszystko Ronowi i Hermionie.
- Czyli za to Hagrid został wyrzucony ze szkoły? - zapytał roztrzęsiony Ron.
- To całkiem możliwe - odpowiedział Harry.
- Nie mogę w to uwierzyć. Niby Hagrid jest potomkiem Slitherina? - nie dowierzała Hermiona.
- Wszystko na to wskazuje - potwierdziła smutnym głosem Laura. - Ale na razie nie możemy mu o tym powiedzieć. 

czwartek, 12 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 27

Po paru dniach dziewczynka
wyszła ze skrzydła szpitalnego. Przez kilka godzin pluła jeszcze sierścią. Na szczęście szybko jej przeszło. Dziewczyny od razu zaczęły nadrabiać straty i zaczęły się uczyć. Pewnego dnia kiedy szli na lekcję transmutacji zobaczyli tłum uczniów przy tablicy informacyjnej. Laura zapytała się Neville'a:
- Co się dzieje?
- W każdy piątek wieczorem będzie organizowany Klub Pojedynków. 
Przyjaciołom spodobał się pomysł i po lekcjach poszli na spotkanie. Zebrało się tam dużo uczniów. Na "scenę" wszedł Lockhart.
- Witajcie kochani! Jestem Gilderoy Lockhart. Szanowny profesor Dumbledore udzielił mi pozwolenia na zorganizowanie paru lekcji. Nauczę was paru zaklęć ochronnych, bo jak wiecie w Hogwarcie nie jest już tak bezpiecznie, ale nie martwcie się! Ja was wszystkiego nauczę - mówił uśmiechając się szeroko. - Dzisiaj zobaczycie jak rzucać zaklęcie rozbrajające. Profesor Snape zgodził się być moim pomocnikiem. Zapraszamy!
Na "scenę" wkroczył smętnym krokiem profesor Snape. Podszedł do Lockharta, obaj przywitali się jak to trzeba przed pojedynkiem, zrobili trzy kroki i ustawili się w wygodnej pozycji. Zanim Lockhart zdążył coś powiedzieć Snape machnął róźdżką i powiedział:
- Expelliarmus!
Różdżka Lockharta wyleciała w powietrze, a ten ją szybko podniósł.
- To właśnie było zaklęcie rozbrajające. Zapobiegłbym temu, ale nie chciałbym urazić profesora Snape - tłumaczył się. - Dobrze, a teraz....
- Pozwól, że ci przerwę. Może pokażemy im jeszcze zaklęcie obronne? - wtrącił Snape.
- Oczywiście.
Znowu ustawili się. Lockhart wydawał się zakłopotany, bo nie wypowiedział ani słowa. Tak jakby zapomniał jak brzmi zaklęcie. Poprosił więc Snape, a ten je powiedział kiedy Lockhart rzucał na niego zaklęcie rozbrajające.
- No więc teraz wybiorę dwóch ochotników. Potter! Weasley!
- Przepraszam, ale mógłbym ja wybrać jednego?
- Tak, oczywiście.
Snape przywołał Malfoy'a, który dumnie stanął obok niego. Lockhart jednak wybrał Harry'ego.
- Pamiętajcie! Tylko zaklęcia rozbrajające i obronne! - upomniał ich nauczyciel.
Chłopcy przywitali się bardzo nie chętnie i zaczęli odliczać kroki. Kiedy Harry robił drugi krok Malfoy rzucił na niego zaklęcie odpychające. Gryfoni zaczęli krzyczeć: "Oszukuje! Lamus!". Harry jednak szybko wstał i ustawił się na przeciwko niego.
- Rictusempra! - krzyknął Harry.
Draco podleciał w powietrze, a kiedy upadł zaczął się śmiać. Snape podszedł do niego i go podniósł. 
- Serpensortia! - krzyknął Ślizgon i koło Harry'ego pojawił się wąż, który się na niego patrzył.
- Spokojnie zaraz go usunę! - powiedział stanowczym głosem Snape, ale Lockhart go powstrzymał i sam rzucił na gada jakieś zaklęcie.
Wąż jedynie podleciał w górę i upadł jeszcze bardziej wściekły. Zwrócił teraz głowę ku Seamusowi i zaczął groźnie syczeć. Harry podszedł do niego, chociaż nie wiedział dlaczego.
- Zostaw go! Słyszysz? Zostaw! - krzyczał, a wąż zwrócił się szybko ku Harry'emu. Snape podbiegł do chłopca i powiedział, kierując różdżkę w stronę gada.
- Vipera Evanesca!
Wąż zniknął. Wszyscy gapili się dziwnym wzrokiem na Harry'ego. Pierwszy odezwał się Seamus:
- Żartujesz sobie?
Chłopiec nie wiedział o co chodzi. Ron podbiegł do niego i pociągnął za nadgarstek. Przyjaciele pobiegli do dormitorium.
- Jesteś wężousty! - powiedział zdyszany Ron.
- Jaki jestem? 
- Wężousty. To znaczy, że rozumiesz mowę węży - wytłumaczyła Hermiona.
- To przecież nie możliwe. On tylko prosił tego węża żeby nie atakował Seamusa - mowiła Laura.
- To ty rozumiałaś Harry'ego?
- Tak, a wy nie?
- Nie. My i cała reszta słyszeliśmy tylko jakieś szepty, ale one nie brzmiały jakbyś chciał pomóc Seamusowi. To wyglądało jakbyś podjudzał tego węża.
- Ale..... wy nam wierzycie nie? Ja chciałem tylko pomóc.
- My to wiemy, ale inni nie.....
- Co to znaczy, że inni nie? - zapytała Laura.
- Wiecie dlaczego znakiem Slitherin'u jest wąż? - zapytał Ron.
- No, nie - odpowiedziało rodzeństwo.
- To dlatego, że Salazar Slitherin był wężousty! Teraz wszyscy myślą, że wy jesteście potomkami - wytłumaczyła Hermiona.
- Przecież to ja rozmawiałem z nim, a nie Laura - powiedział Harry chcąc obronić siostrę.
- Ale oni się tego domyślili, a jeśli nie to w końcu przecież do tego dojdą.
Od tamtego momentu żaden 
uczeń oprócz Rona, Hermiony i Neville'a nie odzywał się i nie zbliżał do rodzeństwa. Harry i Laura mieli plątaninę myśli w głowach. Nie mogli w to uwierzyć, że to oni mogą być potomkami Slitherina. Tylko czasami Fred i George kiedy obok nich przechodzili wołali żartobliwie: "Oto nadchodzą potomkowie Slitherina! Uciekajcie!". To trochę poprawiało Laurze i Harry'emu nastrój, bo przynajmniej niektórzy brali to za żart.
 

środa, 11 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 27

Minęło dwa miesiące od 
pierwszego ataku. Eliksir Wielosokowy był prawie gotowy. Zdawało się, że potomek Slitherina sobie odpuścił. Jednak to nie była prawda. Dzisiaj Harry miał trening quiddich'a. Zabrał ze sobą Laurę, bo ta miała do napisania jak odbywają się ich treningi. Hermiona i Ron zostali w dormitorium. Kiedy zrobiło się ciemno trening się skończył. Cała drużyna ruszyła do zamku, a Harry czekał na siostrę. Dziewczynka szybko zwinęła zwój pergaminu i poszła ku bratu.
- Myślisz, że cały zwój wystarczy? - zapytała.
- Z pewnością. Po co McGonagall tyle tego?
- Nie mam pojęcia, ale powiedziała, że jeśli się postaram to da nam 10 punktów.
Weszli do zamku. Nagle zobaczyli całkiem szarego, nie ruszającego się Prawie Bezgłowego Nicka. Zdziwieni podeszli do niego. 
- Harry..... - powiedziała przerażona dziewczynka wskazując na spetryfikowanego chłopca.
Był to Puchon, uczeń Hufflepuff'u. Usłyszeli głos za sobą.
- Potter...- była to profesor McGonagall. - Co wy tu robicie o tej porze?
Podeszła do nich bliżej i zobaczyła spetryfikowanego ducha i ucznia. Rodzeństwo próbowało się wytłumaczyć.
- Nie wiem, co o tym myśleć.... Chodźcie za mną.
Powiedziała i kiwnęła ręką. Szli przez korytarze. W końcu zatrzymali się przed posągiem gryfa.
- Cytrynowy sorbet - powiedziała nauczycielka wyjmując różdżkę.
Posąg okręcił się i zaczął rosnąć w górę, a za nim tworzyły się schody. Profesorka zachęciła ich ruchem ręki i dzieci weszły po schodach. Na górze były uchylone drzwi. Zapukali i weszli. Był to czyiś gabinet. Na wysokiej półce leżała Tiara Przydziału.
- Co się tak gapicie? - zapytała skrzeczącym głosem.
- Ciekawi nas czy na pewno przydzieliłaś nas do właściwego domu - powiedział Harry.
- Tak.... Jak dla mnie nadal idealnie pasujecie do Slitherin'u......
Dzieci nie miały ochoty na rozmowę więc odeszły od tiary. Kiedy się odwrócili ujrzeli pięknego ptaka z ognisto-czerwonymi, pomarańczowymi i żółtymi piórami. Podeszli do niego i patrzyli na stworzenie podziwiającym wzrokiem. Nagle ptak zapalił się i spłonął zamieniając się w popiół. Dzieci były przerażone. Nagle usłyszeli spokojny głos.
- O! Spodziewałem się was tutaj - był to Dumbledore.
- Panie profesorze.... Ten ptak! On... nie mogliśmy nic zrobić.... On spłonął. - tłumaczyła się Laura.
- Tak, feniksy już tak mają. Po jakimś czasie płoną aby znów się narodzić z popiołu. Fewkes już od dłuższego czasu źle się czuł. Szkoda, że zobaczyliście go w takim stanie - uspokoił ich i nachylił się nad prochem. Rodzeństwo zrobiło to samo.
Z popiołu wychyliła się mała główka i wydała cichy odgłos.
- Piękne stworzenia - stwierdził Dumbledore. - Ale wy tu w innej sprawie, prawda?
- Panie profesorze, ale to nie my. My nie mamy z tym nic wspólnego. Proszę nam uwierzyć - prosił Harry, a do gabinetu wpadł Hagrid z kurą w ręce. 
- Panie psorze. Oni nic nie zrobili. Ręczę za nich. Oni nie mogliby. Naprawdę!
- Hagridzie.... Ja także tak uważam. Nie mam zamiaru nikogo o to oskarżać. 
Spojrzał na olbrzyma, a ten odparł:
- A no tak. To ja już sobie pójdę.
Kiedy wyszedł, Dumbledore spokojnie zapytał rodzeństwo.
- Na pewno nie macie mi czegoś do powiedzenia? Czegoś ważnego?
Dzieci wiedziały, że chodzi mu o te szepty, ale odpowiedz stanowczo:
- Nie, panie profesorze.
Na drugi dzień poszli do łazienki
Jęczącej Marty. Eliksir był już gotowy. Hermiona zdobyła włos Milicenty, a Laurze się nie udało. Przyjaciółka upiekła ciasteczka z eliksirem słodkiego snu i dała je Harry'emu i Ronowi.
- Musicie je jakoś podsunąć Crabb'owi i Goyle'owi. Oni na pewno je zjedzą, a wtedy wyrwiecie im włos. - powiedziała Hermiona.
Chłopcy pozostawiając w łazience dziewczyny ruszyli na poszukiwanie Crabb'a i Golye'a. Kiedy usłyszeli ich głosy Ron wyjął różdżkę, ale Harry go powstrzymał, bo nie chciał aby mu się coś stało. Schowali się za posągiem i chłopiec uniósł  babeczki w powietrze. Kiedy Ślizgoni je zobaczyli natychmiast je zjedli. Chwilę po tym padli na ziemie i pogrążyli się w głębokim śnie. Przyjaciele zawlekli ich do schowka na miotły, zabrali szaty i wyrwali włosy. Zadowoleni pognali do łazienki. Tam już czekał na nich eliksir. 
- Musicie się pośpieszyć, bo on działa tylko przez godzinę - oznajmiła Laura trochę zawiedzionym głosem.
Każdy wrzucił włos do swojego kubka. Eliksir Harry'ego miał kolor ciemnofioletowy, Rona ciemnozielony, a Hermiony brązowy. Wypili je i poczuli się bardzo źle. Ron i Hermiona od razu pobiegli do toalet, bo zbierało im się na pawia. Harry spojrzał w lustro i zobaczył jak twarz mu bulgocze. Stawał się coraz bardziej podobny do Goyle'a. Stopy zaczynały go boleć, bo miał za małe buty, zrobił się pulchny. Szybko przebrał się w szaty Ślizgona. Laura trochę chichotała z wyglądu brata, ale przestała kiedy ten posłał jej wściekłe spojrzenie. Po chwili wyszedł Ron. Wyglądał jak Crabb, czyli bardzo dziwnie. Chłopcy popracowali trochę nad głosem. Po paru minutach byli już gotowi.
- Hermiono idziesz? - zapytał Harry.
- Nie, idźcie beze mnie.
- Dlaczego?
- No idźcie! Nie marnujcie czasu.
Chłopcy zdziwieni zachowaniem Hermiony wyszli i ruszyli w stronę lochów. Za bardzo nie wiedzieli gdzie jest pokój wspólny Ślizgonów więc włóczyli się po lochach mając nadzieję, że kogoś spotkają. 
- A wy gdzie? - zapytał ktoś. Był to Percy.
- Nie interesuj się - odparł Ron.
- Jestem prefektem więc muszę wiedzieć.  
Chłopcy nie wiedzieli co powiedzieć.
- Crabb! Goyle! - zawołał Malfoy.
Chłopcy odwrócili się i ruszyli ku niemu nie zwracając uwagi na wołanie Percy'ego.
- Gdzie wyście byli? Znowu się obżeraliście? 
Oni kiwnęli głową.
- Po co ci okulary?
Harry przypomniał sobie, iż zapomniał je zdjąć. Szybko zsunął je z nosa i schował do kieszeni.
- No, czytałem.
- Czytałeś? To ty umiesz czytać? - zdziwił się Malfoy.
Podeszli do ściany i ujrzeli drzwi. Weszli za Malfoy'em i usiedli na kanapie.
- To twoje? - zapytał Malfoy trzymając w ręce jakieś pudełeczko. Harry kiwnął głową, że nie, a on schował je sobie to kieszeni.
- Ty wiesz kto jest tym dziedzicem Slitherina, nie? - zdecydował się zapytać Harry.
- Nie wiem. To może być każdy, ale mam nadzieję, że następna będzie ta głupia szlama, Granger.
Ron zrobił się czerwony ze wściekłości.
- Nie! - krzyknął.
- Co ci jest?
- To brzuch.... - wytłumaczył się.
- To ty nie jesteś tym dziedzicem? - zapytał Harry.
- Ile razy mogę wam mówić, ze nie. Podobno ostatni raz komnatę otworzono ponad pięćdziesiąt lat temu. Niektórzy twierdzą, że mój ojciec ją otworzył, ale niestety nie. To nie jego czasy. Wy mnie w ogóle słuchacie?
- T-tak.
Harry spojrzał na Rona. Włosy przyjaciela zaczęły rosnąć i robić się rude.
- Włosy.... - szepnął, a przyjaciel zakrył je rękami.
- Blizna..... - powiedział Ron.
Nagle wstali i szybko wybiegli z pokoju wspólnego Ślizgonów. Kiedy znaleźli się w łazience dziewczyn Hermiona jeszcze nie wyszła. Zobaczyli Laurę siedzącą na ziemi. 
- Czemu ona jeszcze nie wyszła? - zapytał Harry kiedy Ron podchodził do kabiny przyjaciółki.
Laura nie odpowiedziała i również podeszła do drzwi kabiny.
- Hermiono możesz już wyjść - zachęcał ją Ron.
- Nie! Zostawcie mnie!
- Ale co się stało?
- Nic! Idźcie stąd!
Z jej kabiny wyłoniła się Marta i jęczącym, zadowolonym głosem powiedziała:
- Ona wygląda okropne! - na koniec zachichotała.
- Umknij się Marta! - krzyknęła groźnie Laura. - Hermiona, musisz w końcu wyjść.
Drzwi drgnęły i się otworzyły. W środku była Hermiona, ale nie wyglądała jak normalna dziewczyna tylko jak.....kot. Miała uszy, wąsy i cała była w sierści.
- Ona ma ogon! - powiedział zafascynowany Ron.
- To nie jest śmieszne! Eliksiru Wielosokowego używa się do przemiany w ludzi, a nie w zwierzęta! Okazało się, że Milicenta ma kota i to był jego włos.
Przyjaciele szybko się przebrali i
zaprowadzili przyjaciółkę do skrzydła szpitalnego. Hermiona musiała zostać tam na kilka dni, więc Laura codziennie przynosiła jej lekcję.
 

 

wtorek, 10 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 26

Przez najbliższy czas Harry i
Laura byli jacyś skryci. Pewnego dnia kiedy szli na lekcję historii magii Malfoy powiedział do Hermiony:
- Następna będziesz ty, szlamo - po czym zaśmiał się i ruszył dalej.
Ron już miał wyciągnąć różdżkę, ale przyjaciółka go powstrzymała. Lekcja historii magii była bardzo nudna. Profesor Binns dyktował historię jakieś czarownicy, a wszyscy uczniowie zaczęli zasypiać.
- Panie profesorze.... - zaczęła Laura. - Czy mógłby pan nam trochę opowiedzieć o Komnacie Tajemnic?
Nagle wszyscy uczniowie wybudzili się z transu i spojrzeli z zaciekawieniem na profesora, który się trochę zmieszał.
- To jest tylko legenda no, ale jeśli bardzo tego chcecie to mogę wam trochę o niej powiedzieć. Jak wiecie Hogwart założyli czterej potężni czarodzieje i czarodziejki : Godryk Gryffindor, Rovena Ravencalw, Helga Hufflepuff i Salazar Slitherin. Pewnego dnia Slitherin pokłucił się z innymi założycielami. Uważał, iż do Hogwartu powinni chodzić tylko uczniowie czystej krwi. Nie chciał nauczać dzieci z rodzin mugoli. Reszta, a głównie Gryffindor nie chcieli się na to zgodzić. Przez to Salazar opuścił zamek, jednak przed tym zbudował tajemną komnatę zwaną Komnatą Tajemnic. Umieścił w niej "grozę", potwora, który słuchał się tylko prawowitego potomka Slitherina. Legenda głosi, że jeśli potomek pojawi się w szkole, Hogwart zostanie "oczyszczony" z mugoli. Oczywiście to tylko legenda, bo szkoła została przeszukana parę razy i nie znaleziono tej komnaty. Dobrze, a teraz wracamy do swoich zajęć.
Po lekcji przyjaciele poszli do dormitorium. 
- Ej jak myślicie kto jest tym dziedzicem? - zapytał Harry.
- Ja uważam, że to Malfoy. No, bo zobaczcie. Nienawidzi dzieci z rodziny mugoli i jego rodzina od lat należy do Slitherin'u. Może jego ojciec był potomkiem, a teraz nauczył swojego syna jak otwierać komnatę - zastanawiał się Ron.
- To może być możliwe - powiedziała Hermiona. - Możemy to sprawdzić.
- Ale jak? Przecież nam nie powie - stwierdził Ron.
- Za pomocą Eliksiru Wielosokowego - powiedziała zamyślona Laura.
- Za pomocą czego?
- Eliksiru Wielosokowego. Snape kiedyś o nim mówił. On pozwala osobie, która go wypije na określony czas zamienić się w inną osobę. Ja i Hermiona mogłybyśmy go przyrządzić, ale nie wiem jakie potrzeba składniki.
- W dziale Ksiąg Zakazanych powinna być książka o eliksirach. Tylko potrzebujemy pozwolenia od nauczyciela - powiedziała Hermiona.
- Żaden nauczyciel nie da nam pozwolenia na używanie tej księgi....- zaczął Ron. - Może Lockhart? Zbajeruje się go trochę i na pewno nam pozwoli. Tylko musi to zrobić osoba, która go lubi i ma niezłą gadkę. Hermiono.....
- Ja?
- Tak - potwierdził Harry. - Ty się najlepiej do tego nadajesz.
- No dobrze.
Na drugi dzień wieczorem Hermiona
udała się do profesora Lockharta po pozwolenie. Długo to nie trwało, a je otrzymała. Wróciła do przyjaciół i zadowoleni ruszyli w stronę biblioteki. 
- Jak ty to zrobiłaś, że tak szybko ci je dał? - dopytywał się Ron.
- Po prostu powiedziałam, iż ta książka będzie mi potrzebna do dodatkowego zadania i tyle.
Kiedy dali pozwolenie pani bibliotekarce ta bardzo się zdziwiła. Po przeanalizowaniu pisma stwierdziła, że to faktycznie napisał profesor Lockhart i poszła po księgę. Była to duża i ciężka książka. Harry i Ron razem ją wzięli, a dziewczyny zastanawiały się gdzie mają robić ten eliksir. Spojrzały na siebie porozumiewawczym wzrokiem i ruszyły do łazienki Jęczącej Marty. Na drzwiach pisało "nieczynne". Weszli do pomieszczenia.
- Dlaczego będziemy to robić w łazience dla dziewczyn? - burzył się Ron.
- Bo już nikt do niej nie przychodzi.
- Dlaczego? 
- Bo mają dość Jęczącej Marty.
- Kogo?
Teraz z jednej z ubikacji wyleciał ze strasznym wrzaskiem duch. Była to młoda dziewczyna. Chłopcy domyślili się, iż to jest Jęcząca Marta.
- Chłopcy! - krzyczała piskliwym głosem, a Laura ją uspokajała. 
Kiedy wszystko jej wytłumaczyła duch odezwał się:
- No jasne. Przecież nikt nigdy nie przychodzi odwiedzić Jęczącej, głupiej Marty! - zaczęła płakać, odwróciła się i wskoczyła do sedesu.
Hermiona usiadła na podłodze, a reszta obok niej. Otworzyła księgę i zaczęła szukać przepisu na Eliksir Wielosokowy. Na każdej kartce widniały obrzydliwe obrazki. To człowiek bez głowy, albo jakieś zgniłe zwierzęta. Były po prostu okropne. W końcu znaleźli odpowiednią stronę.
- To bardzo skomplikowany eliksir - stwierdziła Hermiona. - Muchy siatkoskrzydłe, pijawki, ślaz, rdest ptasi, sproszkowany róg dwurożca, skórka boomslanga i odrobina kogoś w kogo chcemy się zmienić. Większość z tych rzeczy nie idzie tak po prostu znaleźć. Będziemy musieli je wykraść Snape'owi.
- Czekaj, czekaj. Co miałaś na myśli z tą odrobiną kogoś w kogo chcemy się zmienić? - zapytał Ron.
- Będziemy musieli zdobyć włos albo kawałek paznokcia kogoś w kogo będziemy chcieli się zmienić. 
Ron udawał, że puszcza pawia.
- Dobrze. Musimy się zdecydować w kogo się przemienimy. Harry, Ron wy musicie zdobyć włos Crabbe'a i Goyl'a. Ja spróbuję zdobyć włos Pansy, a Hermiona  Milicenty Bloodstorug. Mamy dosyć dużo czasu, bo eliksir waży się parę miesięcy więc nie musimy się spiszyć.
- Parę miesięcy? W tym czasie każdy mugol w Hogwarcie może umrzeć.
Następnie dzieci obmyśliły plan jak zdobyć potrzebne składniki od Snape'a. Postanowili zrobić tak. Podczas lekcji eliksirów na znak Hermiony Harry i Ron wypuszczą petardę i wtedy ona się wymknie i zbierze wszystkie składniki.
Nadeszła lekcja eliksirów. Przyjaciele
mieli zamiar zrealizować swój plan. Kiedy Hermiona dała znak Ron odpalił petardę, która wleciała do kociołka Seamusa i rozprysła jakąś maź po całej klasie. Hermiona szybko się wymknęła. Snape widzocznie się wkurzył.
- Kto to zrobił?! Ostrzegam, że jak się dowiem to ta osoba wyleci ze szkoły! - mówił zdenerwowany. - A teraz proszę do mnie tych, których dotknął eliksir. Otrzymacie odtrutkę.
Na twarzach i rękach niektórych uczniów pojawiły się chrosty i bóle.  Po lekcji Harry, Laura i Ron pobiegli do łazienki, gdzie czekała na nich Hermiona ze wszystkimi składnikami.
Od tego momentu dziewczyny
 ważyły eliksir. Starały się to zrobić jak najszybciej, bo wiedziały, iż w tym czasie potwór może zaatakować innych uczniów z rodzin mugoli. Jednak zastanawiało ich co naprawdę się kryje w komnacie.

 
 

poniedziałek, 9 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 25

Harry opowiedział siostrze i 
przyjaciołom o Zgredku. Nawet Hermiona nie wiedziała o co chodzi z tą Komnatą Tajemnic. Na razie postanowili o to nikogo nie pytać.
Za dwa dni będzie Noc Duchów.
 Dla Harry'ego i Laury to coś więcej niż jakaś uroczystość z dyniami i jedzeniem, wtedy zginęli ich rodzice. Laura na samą myśl o tym robi się smutna. Kiedy wracali z lekcji eliksirów ujrzeli załamanego Prawie Bezgłowego Nicka.
- Co się panu stało? - zapytał zaciekawiony Harry.
- Nie nic. No, dobra. Wysłałem zgłoszenie do udziału w Wyścigu Bezgłowych i mnie nie przyjęli, a to tylko dlatego, że moja głowa zwisa na jednym ścięgnie. Przecież to tak samo jakbym nie miał głowy.
- Ma pan trochę racji.
- Właśnie dzieci. Zrobilibyście coś dla mnie?
- Zależy co - powiedział Ron, a Hermiona go szturchnęła łokciem.
- No, bo w Noc Duchów będzie rocznica mojej śmierci i przyjedzie ten cały organizator wyścigów i czy chcielibyście przyjść i powiedzieć parę słów o mnie? Oczywiście to dla mnie ważne, bo jesteście moimi przyjaciółmi.
- Myślę, że przyjdziemy - odparł Harry z uśmiechem chociaż wiedział, że on i reszta nie ma na to ochoty.
- Wspaniale! To do zobaczenia w lochach w Noc Duchów o 20:00.
Dzieci nie miały ochoty iść na rocznicę śmierci, ale chciały zrobić przyjemność duchowi Gryffindor'u. 
Dzisiaj jest Noc Duchów. Przyjaciele
zamiast iść z innymi uczniami na ucztę, wybrali się do Prawie Bezgłowego Nicka. 
- Ej słyszeliście? - zagadnął ich Ron po drodze. - Podobno Filtch jest charłakiem!
- Ronaldzie - zaczęła Hermiona. - Tą wiadomość słyszał chyba już każdy w Hogwarcie i powiem szczerze, że ona jest prawdziwa. Widziałam jak dostał list z Wmiguroku.
Doszli do lochów. Weszli do pomieszczenia gdzie było strasznie zimno. Prawie Bezgłowy Nick gorąco ich powitał i zaprosił do środka. Ich obecność poruszyła wszystkie duchy, bo nie zawsze są z nimi na przyjęciach. Kiedy znaleźli się w środku byli bardzo głodni. Podeszli do stołu z przekąskami, ale od razu minął im apetyt. Poczuli okropny zapach przynoszący ich o mdłości. Na stole leżały popsute owoce, zgniłe ryby i inne obrzydliwe rzeczy. Nagle do lochu wjechał powóz z końmi duchami i jakimś duchem. Okazało się, że był to organizator zawodów. Porozmawiali chwilę z nim. Rozmowa była bardzo nie typowa. Nagle zrobiło się im strasznie zimno i pożegnawszy się z Nickiem wyszli. Kiedy byli w drodze do Wielkiej Sali na ucztę Harry i Laura znowu usłyszeli tajemnicze szepty. 
- Zabiję cię.... Rozszarpię......
Podeszli do ściany. Wydawało im się, że odgłosy dochodzą właśnie z niej. Spojrzeli na siebie i zaczęli biec. Hermiona i Ron zdezorientowani ruszyli za nimi. Dobiegli aż pod łazienkę Jęczącej Marty, z której wydobywała się woda zalewając cały korytarz. Nagle Ron stał jak wryty, patrząc w okno. Po ścianie wchodziły tysiące pająków. przyjaciołom przypomniało się, że ich przyjaciel panicznie boi się tych stworzeń. Szybko odsunęli go od okna. Znowu rodzeństwo usłyszało te szepty. Podeszli kawałek dalej i zobaczyli przeraźliwy napis na ścianie. Wydawało się jakby go ktoś napisał krwią, a brzmiał on tak: Komnata Tajemnic została otwarta. Strzeżcie się potomka Slitherina.
Trochę niżej wisiała nieruchomo kotka pana Filtcha, pani Norris. Wydawało się, że była martwa. Usłyszeli kroki. Ku nim szli uczniowie. Nie zdążyliby uciec więc stali nieruchomo. Nagle wszyscy zebrali wokół nich z przerażonymi minami. Pojawił się Filtch i zrozpaczony podbiegł do kotki.
- Wy.... - powiedział groźnie wskazując na Laurę i Harry'ego. - Wy ją.... zabiliście! Jak ja was dorwę!
Już miał się na nich rzucić kiedy pojawili się inni nauczyciele. Profesor McGonagall, profesor Dumbledore, profesor Lockhart i profesor Snape.
- Panie Filtch! Proszę się opanować! - powiedział Dumbledore spokojnym jak zawsze głosem i podszedł do kotki. - Pani Norris jest żywa, ale spetryfikowana. Nic jej nie będzie. Zapewniam, że pani Pomfrey ją wyleczy.
- Ale oni.... oni to zrobili!
- Przepraszam, że się wtrącam - powiedział Snape. -Uważam, że Potterowie znaleźli się w złym miejscu w nieodpowiednim czasie. Proponuję najpierw znaleźć jakieś odpowiednie powody.
- Masz rację, Severusie. - potwierdził Dumbledore.
- Panowie! Proponuję żebyśmy wzięli Potterów do mojego gabinetu. Jest najbliżej - wtrącił Lockhart.
- Dziękuję. Myślę, iż to najlepsze rozwiązanie.
Filtch zaprowadził wszystkich uczniów do dormitoriów, a Harry i Laura ruszyli za nauczycielami. W gabinecie Lockharta wypytywano ich o wszystkie szczegóły.
- A na pewno nie chcecie mi już nic powiedzieć? - zapytał Dumbledore.
Rodzeństwo pomyślało o szeptach. Chciało powiedzieć o nich, ale nagle coś ich powstrzymało.
- Nie - odparli równocześnie.
Po zakończeniu przesłuchań 
rodzeństwo udało się do dormitorium. Teraz byli jeszcze bardziej przerażeni i zdezorientowani niż wcześniej. Zgredek miał rację. Ta cała Komnata Tajemnic faktycznie została otwarta.

 

niedziela, 8 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 24

Po kilku ciężkich treningach 
przyszła pora na pierwszy mecz w tym roku. Dzisiaj grał Gryffindor ze Slitherinem. Kiedy zaczęła się gra Gryfoni przegrywali, gdyż nowe miotły Ślizgonów były o wiele szybsze. Harry krążył na boiskiem. Nagle w jego kierunku nadleciał tłuczek. Chłopiec go wykiwał, ale on znów wrócił. Fred i George podlecieli do niego i odbijali tłuczka, ale on nie dawał spokoju. Pojawił się Malfoy.
- No proszę, Potter. Ten tłuczek się chyba w tobie zakochał, że tak za tobą lata. 
- Zamknij się, Malfoy.
Oliver Wood zauważył co się dzieje i ściągnął ich na dół.
- Co wy robicie? - zwrócił się do bliźniaków. - Inni tutaj obrywają, a wy tylko w tym samym miejscu.
- Wood, ten tłuczek uwziął się na Harry'ego.
- Naprawdę?
- Tak.
- Wy lećcie do innych ja sobie poradzę. - oznajmił Harry.
- Napewno?
- Tak.
I się rozeszli. Hagrid w tym czasie obserwował wszystko przez lornetkę.
- Ten tłuczek chyba się uwziął na Harry'ego!
- Co? - zapytała Laura i wzięła od olbrzyma lornetkę. - Faktycznie. Ktoś go musiał zaczarować czy coś.
Harry znów był w górze. 
- No, Potter. Szykuj się na porażkę. - powiedział Malfoy.
Nagle Harry zauważył złotą kulkę za Malfoy'em. Był to złoty znicz. Ruszył na niego jak błyskawica. Draco nie wiedział o co chodzi, dopiero się skapnął kiedy zobaczył Harry'ego gnającego za zniczem. Tłuczek nadal nie dawał chłopakowi spokoju. Chłopiec robił uniki i skręty, ale to nic nie dawało. Zobaczył koło siebie Malfoy'a. Zaczęli gonić znicz popychając się nawzajem. Nagle Harry poczuł straszny ból w lewej ręce. Okazało się, że tłuczek uderzył go i mu ją złamał. Bardzo go to bolało. Nagle znicz zmienił kierunek, a Malfoy za późno się skapnął i wleciał w słup podtrzymujący trybuny. Harry chcąc za wszelką cenę złapać znicz stanął na miotle. Złamaną rękę trzymał przy ciele, a zdrową wyciągnął ku kulce. Nagle jego miotła przewróciła się, a on razem z nią. Leżąc na ziemi otworzył prawą dłoń i ujrzał w niej znicz. Podniósł go do góry i krzyknął:
- Mam go! Mam!
Nagle zobaczył tłuczek zmierzający ku niemu. 
- Finite! - krzyknęła Hermiona i tłuczek zniknął.
- Harry nic ci nie jest? - zapytała drżąca Laura.
- Nie, tylko złamałem rękę.
Teraz cała drużyna Gryffindor'u zebrała się wokół niego.
- Odsuńcie się! Ja mu pomogę! - mówił dumnym głosem Lockhart.
Pochylił się przy Harry'm, wyciągnął różdżkę i powiedział:
- Bracchium Emendo!
Harry poczuł nagłą pustkę w lewej ręce. Lockhart podniósł ją, a ona była giętka. Ona nie miała kości.
- Ojć! Pani Pomfrey napewno to naprawi. No, ale przynajmniej nie jest już złamana.
Harry jest jeszcze bardzej przerażony niż przed chwilą.
Kiedy leżał w skrzydle szpitalnym
wszyscy jego przyjaciele go otoczyli i pytali się co u niego. Nagle Ron wyjął jakąś zapakowaną rzecz.
- Harry....- zaczął.- Bo jak spadłeś z tej miotły to ona... no połamała się...
Kiedy skończył wyjął szczątki miotły. Harry'emu było jej trochę żal, bo wiązał z nią wspomnienie kiedy dostał się do drużyny.
- Teraz proszę wyjść, bo pacjent musi wziąć leki - oznajmiła pani Pomfrey.
Laura, która przez cały czas trzymała jego rękę, ścisnęła ją lekko i wyszła ze wszystkimi. Pani Pomfrey podeszła do niego i podała mu ohydny, biały napój. Harry wypił go, ale bardzo nie chętnie. 
Nadeszła noc. Harry nie mógł spać,
bo ręka go tak bolała, że nie mógł wytrzymać. Nagle usłyszał jakieś pstryknięcie i zobaczył przed sobą Zgredka. Trochę się go przestraszył.
- Zgredek? Co ty tu robisz?
- Zgredek był tak wstrząśnięty jak się dowiedział, że Harry i Laura Potter wrócili do Hogwartu! Pozwolił, żeby przypalił się obiad jego pana! O, takiej chłosty to Zgredek jeszcze nigdy nie dostał, sir...
- Przez ciebie o mało nas nie wywalili, mnie, Laure i Rona - warknął gniewnie. - Lepiej się stąd zmywaj, zanim odrosną mi kości, bo mogę cię udusić.
- Zgredek jest przyzwyczajony do takich gróźb, sir. W domu grożą mu śmiercią pięć razy dziennie.-
Wydmuchał nos w rób brudnej poszewki, w którą był ubrany, a wyglądał tak żałośnie, że Harry poczuł ja mija mu gniew. Zgredek otarł oczy i nagle powiedział:
- Harry Potter musi zabrać swoją siostrę i wracać do domu! Zgredek myślał, że jego tłuczek wystarczy...
- Twój tłuczek? - krzyknął Harry zduszonym głosem, czując, że znów wzbiera w nim wściekłość. - Co chcesz mi powiedzieć? To ty sprawiłeś, że tłuczek chciał mnie zabić?
- Nie zabić, sir, co to, to nie! -powiedział Zgredek przerażony samą myślą. -Zgredek chciał tylko uratować Harry'emu i Laurze Potter życie! Lepiej wrócić do domu ciężko poranionym, niż tutaj zostać, sir! Zgredek chciał tylko żeby odesłali was do domu, nic poza tym!
- Nic poza tym, tak? - powiedział Harry ze złością. - To może powiedz mi, dlaczego ja i Laura mieliśmy zostać odesłani do domu?
- Ach, gdyby Harry Potter wiedział! - jęknął Zgredek i na poszarpaną poszewkę wypłynęły łzy. - Gdyby wiedział, co to znaczy dla nas, nędznych, zniewolonych mętów czarodziejskiego świata! Zgredek dobrze pamięta, jak to było, kiedy Ten, Którego Imienia Nie Wolno wymawiać był u szczytu potęgi! Nas, domowe skrzaty traktowano jak robaki! To prawda, Zgredek jest nadal tak traktowany, sir - dodał, ocierając twarz poszewką - ale ogólnie rzecz biorąc nasze życie uległo znacznej poprawie, odkąd Harry i Laura Potter zatriumfowali nad Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Teraz w Hogwarcie ma dojść do strasznych rzeczy, być może już do nich dochodzi, i Zgredek nie może pozwolić, by Harry i Laura Potter tu pozostali.... Nie, sir, nie teraz, kiedy historia ma zatoczyć koło, kiedy Komnata Tajemnic została ponownie otwarta...
Zgredek zamarł, przerażony, a potem chwycił dzbanek z wodą stojący na stoliku przy łóżku i uderzył się nim w głowę, znikając na chwilę, lecz po paru sekundach wczołagał się na łóżko jęcząć:
- Zły Zgredek, bardzo niedobry Zgredek...
- Jaka Komnata Tajemnic? O co w tym chodzi?
- Zgredek i tak już za dużo powiedział. - Pstryknął palcami i zniknął.
Harry był przerażony. Słowa
Zgredka bardzo nim wstrząsnęły. Zastanawiał się o co chodzi z tą Komnatą Tajemnic.