sobota, 7 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 23

Od tamtej nocy Harry i Laura
nie usłyszeli już tych tajemniczych szeptów. Dziś chłopiec miał pierwszy w tym roku trening quidditch'a. Wood wyciągnął zawodników z łóżek bardzo wcześnie. W szatni, gdzie się przebierali Oliver przez godzinę ogłaszał im ich nową strategię. Kiedy szli przez podwórko aby przejść na boisko do quidditch'a Laura, Hermiona i Ron siedzieli sobie na ławce. Nagle na podwórku pojawiła się drużyna  Ślizgonów.
- Flintch! Ja zająłem dzisiaj boisko na cały dzień! - powiedział lekko wkurzony Wood.
- My mamy specjalne pozwolenie od profesora Snape. - odpowiedział Flintch pokazując kartkę.
Wood przeczytał:

POZWOLENIE
Ja, profesor Severus Snape daje Ślizgonom
pozwolenie na trening quidditch'a.

Oliver widocznie się zdenerwował. 
- A tak w ogóle musimy sprawdzić naszego, nowego szukającego -  powiedział Flintch.
- Macie nowego szukającego? Kogo?
Z grupy Ślizgonów wysunął się Draco Malfoy. Laura, Hermiona i Ron szybko podbiegli do nich, bo wiedzieli, że za chwilę stanie się coś złego.
 - O, Potter! Szykuj się na porażkę, bo teraz nie masz najlepszej miotły w Hogwarcie - mówił kpiąco. - Mój ojciec zafundował nam nowe Nimbusy Dwa Tysiące Jeden. Teraz na pewno przegracie.
Ślizgoni pokazali ich nowe miotły. Były trochę podobne do miotły Harry'ego, ale było widać, że są lepsze.
- Ale w naszej drużynie są same osoby, które mają talent. Więc nikt nie musi się do niej wkupywać. - powiedziała Hermiona.
- Nikt cie nie pytał o zdanie, nędzna szlamo. - powiedział Malfoy.
Na twarzach innych było widać oburzenie, jednak Harry i Laura nie za bardzo wiedzieli co oznacza te słowo. Flintch zasłonił Malfoy'a przed atakiem Freda i George'a. Te słowo musiało oznaczać coś złego.
- Zapłacisz mi za to! - powiedział groźnie Ron i wyjął swoją połamaną różdżkę, którą skleił taśmą klejącą. Skierował ją w twarz Malfoy'a .
Donośny huk rozległ się po całej okolicy. Było widać tylko zielony dym, który ugodziła Rona w żołądek.
- Ron! Ron! Nic ci się nie stało? - wołała przerażona Hermiona.
Rudowłosy leżał teraz na trawie i chyba zbierało mu się na puszeczenie pawia. Colin, który niedawno stał się wielkim fanem Harry'ego i Laury robił zdjęcia.
- Przestań! - rozkazała Laura i chłopiec odsunął się na bok.
Ron skulił się i wypluł...ślimaka. I znowu. To było ohydne. Hermiona i Harry wzięli Rona pod ramię i zaprowadzili do Hagrida. Laura szybko obróciła się ku śmiejącemu się Malfoy'owi, wyciągnęła różdżkę i powiedziała:
- Greelitous! 
Nagle Draco zaczął tak jakby bulgotać i zrobił się cały zielony. Jego koledzy zaprowadzili go do skrzydła szpitalnego, a Gryfoni zaczęli się śmiać. Laura szybko dogoniła przyjaciół, którzy zbliżali się do chatki Hagrida.
- Gdzieś ty była? - zapytał Harry.
- Powiedzmy, że sprawiłam, iż Draco zazielenił sie ze wstydu. - powiedziała zadowolona, a Harry i Herrmiona uśmiechnęli się. Nie mogli się doczekać zobaczenia zielonego Malfoy'a.
Gdy doszli do chatki Hagrida zobaczyli ogromne dynie. Olbrzym powitał ich dużym uśmiechem i zaprosił do środka. Usadowił Rona na kanapie i dał duże wiadro. Laura, Harry i Hermiona usiedli kolo niego.
- Najlepiej żeby je wszystkie zrzucił - powiedział Hagrid. Widocznie się na tym znał. - A kto mu co zrobił, że chciał go tak potraktować?
- Draco Malfoy - oznajmił Harry. -  Powiedział... nie za bardzo wiem co to znaczy...
- Nazwał mnie szlamą. - powiedziała Hermiona wstając. Z jej oczu leciały łzy.
- O cholibka! To naprawdę wstrętne!
- Ale co te słowo oznacza?
- Tak wyrażają się czarodzieje, którzy nie mają za grosz kultury. Inni nazywają nas mugolami. A słowo szlama.... oznacza brudną krew. No wiesz mugolską, nie zasługującą na magiczne moce - wytłumaczyła Hermiona.
- Ej - odezwała się Laura. - Nie przejmuj się nim! Może i pochodzisz z rodziny mugoli, ale jesteś bardziej wartościową osobą niż on! I jesteś oczywiście najlepszą przyjaciółką jaką mogłabym mieć!
Hermiona popatrzyła wdzięcznym wzrokiem na Laurę. Hagrid chwycił ją za rękę.
- I na dodatek jesteś jedną z najbardziej uzdolnionych czarodziejek jakie znam. A uwierz mi, że znam takie tylko dwie. - powiedział Hagrid. Wszyscy domyślili się, że chodzi mu o nią i Laurę.
Hermionie poprawił się nastrój. Kiedy Ron zrzucił wszystkie ślimaki, dzieci wyszły. Przy wyjściu Harry zapytał:
- Hagridzie, po co ci takie duże dynie?
- Dumbledore poprosił mnie, abym takie wyhodował na Noc Duchów, szczerze mówić to trochę im pomogłem. - odparł dumny z siebie samego.
Na drugi dzień Gryfoni mieli lekcję
obrony przed czarną magią z Gilderoy'em Lockhartem i Ślizgonami. Draco naddal był zielonkawy. Przyjaciele się nie mogli opanować śmiechu. Nauczyciel zrobił swoje wielkie wejście. Wszystkie dziewczyny, oprócz Laury, westchnęły.
- Nie rozumiem. Co cię w nim fascynuje? - zapytała zdziwiona Laura Hermiony, lecz ta nie odpowiedziała. 
Nauczyciel rozdał im testy. Pytania, które tam były roześmiały prawie wszystkich uczniów.
Brzmiały ona tak:

1. Jaki jest ulubiony kolor Gilderoy'a Locharta?
2. Jakie jest skryte marzenie Gilderoy'a Lockharta?
3. Jakie jest, według ciebie, największe do tej pory osiągnięcie Gilderoy'a Lockharta?

Podobnych pytań było 54, a ostatnie brzmiało:
54. Kiedy przypadają urodziny Gilderoy'a Lockharta i jaki byłby idealny dla niego prezent?

Hermiona znała odpowiedzi na wszystkie pytania, Laura na niektóre więc przyjaciółka jej trochę pomogła, a Harry i Ron nie mieli pojęcia jak na nie odpowiedzieć. Po piętnastu minutach profesor zabrał im kartki.
- Dobrze - rzekł. - Teraz nauczę was jak poskromić pewne stworzenia. Są bardzo nie bezpieczne!
Odkrył klatkę z jakimiś niebieskimi, małymi stworkami.
- Oto chochliki kornwalijskie! - powiedział i wypuścił je z klatki. Seamus zaczął chichotać.
Chochliki od razu znalazły się w całej klasie wywołując zamieszanie. Dwa chochlii podniosły przerażonego Neville'a za uszy i powiesiły na żyrandolu. Spanikowani uczniowie od razu wybiegli z klasy.
- Peskipiksi Pasteroni! - powiedział nauczyciel, ale to nic nie dało. Dwa chochliki odebrały mu różdżkę, a on po prostu uciekł.
- Wasza czwórka ma się tym zająć! - powiedział w pośpiechu.
Przyjaciele nie wiedzieli co robić.
- Immobilus! - powiedziała Hermiona i wszystkie chochliki tak jakby się zatrzymały.
Umieścili je w klatce i zdjęli Neville'a z żyrandola. 
- Jak on mógł powierzyć nam te zadanie? To on powinien umieć zapobiec ataku tych stworków - powiedział do przyjaciół Ron, kiedy szli do dormitorium.
- On chciał sprawdzić nasze umiejętności - usprawiedliwiała go Hermiona.
- Ona się w nim zakochała czy co? - zapytał po cichu Harry'ego.
Ron przez jakiś czas nadal zrzucał
ślimaki. Nawet zdarzyło mu się to parę razy na lekcjach, ale na szczęście było ich mniej niż na początku.  

 

piątek, 6 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 22

Następny dzień wcale nie miał
 być lepszy. Rano przy śniadaniu miała przyjść poczta.
- Mam nadzieję, że babcia przyśle mi parę rzeczy, o których zapomniałem. - powiedział Neville do Seamusa.
Nagle w Wielkiej Sali zaroiło się od sów. Hermiona dostała jakąś paczkę, Ron list, a Harry i Laura nic. 
- O nie...- powiedział przerażonym głosem Ron trzymiąc w ręce czerwoną kopertę.
- Ron dostał wyjca! - krzyknął Neville i wszyscy uczniowie patrzyli teraz na rudowłosego. - Lepiej otwórz go teraz. Ja raz dostałem takiego od babci i nie otworzyłem od razu... później było gorzej.
Chłopiec otworzył kopertę. Ta zamieniła się i wyglądem przypominała wściekłą twarz czerwonego wilka. Zwróciła się ku Laurze. Harry'emu i Ronowi. Na całej sali było słychać teraz skrzeki pani Weasley.
- CZY WY SOBIE ZDAJECIE SPRAWĘ Z TEGO CO ZROBILIŚCIE!? PRZEZ WAS OJCIEC MA PROBLEMY W PRACY I JESZCZE MOŻE JĄ STRACIĆ! WIDZIAŁO WAS AŻ SIEDMIU MUGOLI! DOSTAŁAM LIST OD DUMBLEDORE'A, MYŚLAŁAM, ŻE TWÓJ OJCIEC UMRZE ZE WSTYDU, CO Z CIEBIE WYROSŁO, MOGLIŚCIE SOBIE POŁAMAĆ KARKI... TERAZ PO TYM CO ZROBIŁEŚ, WCALE BYM SIĘ NIE DZIWIŁA JAKBYŚ WYLECIAŁ ZE SZKOŁY, POCZEKAJ, JAK JA SIĘ DO CIEBIE DOBIORĘ, NAWET NIE WIESZ ILA Z OJCEM PRZEŻYLIŚMY KIEDY ZOBACZYLIŚMY, ŻE GO NIE MA! OSTRZEGAM, ŻE JEŚLI JESZCZE RAZ ZROBISZ COŚ NIE TAK TO WRÓCISZ DO DOMU!
Zapadła głucha cisza. Koperta wyrwała się Ronowi z rąk i wybuchła. Na sali było słychać ciche śmiechy. Harry, Laura i Ron byli czerwoni ze wstydu.
Na szczęście po tygodniu wszyscy
o tym zapomnieli. Dzisiaj jest wtorek. Dzieci ruszyły na lekcję zielarstwa. Przed cieplarniami czekała na nich niska nauczycielka, pani Sprout.
- Witajcie kochani! Dzisiaj lekcję będziemy mieć w cieplarni numer 3. Proszę za mną.
Ruszyli w stronę budynku. W środku poustawiali się przy stołach, na których stały doniczki.
- Dobrze, dzisiaj nauczymy się hodować mandragory. Czy ktoś mi wytłumaczy czym one są?
Palec Laury był w górze. Pani ją wybrała.
- Mandragora to silny środek pobudzający. Używa się jej aby przywrócić pierwotną postać ludzią, którzy ulegli transmutacji albo zostali poddani złemu urokowi. Krzyk mandragory jest zgubny dla każdego, kto go usłyszy. - odpowiedziała bez problemu.
- Bardzo dobrze. 10 punktów dla Gryffindor'u.
Przyjaciele pogratulowali Laurze. 
- Nauczymy się teraz przesadzać mandragory. Są młode więc ich krzyk was nie zabije. Załóżcie teraz porządnie nauszniki. Popatrzcie. Jak dam wam znak to je zdejmijcie.
Kiedy wszyscy byli już przygotowani pani Sprout wyjęła z doniczki małą mandragore. Uczniowie usłyszeli cichy krzyk. Roślina wyglądało jak małe, ohydne, drewniane dziecko. Profesor nasypała trochę świeżej ziemi i włożyła tam roślinke. Pokazała, że mają zdjąć nauszniki.
- A teraz wy zróbcie to samo.
Znowu uszykowali się i wyjęli je z doniczek. Było słychać straszne krzyki. Neville zemdlał, ale profesor kazała go zostawić. Rodzeństwu poszło sprawnie. Spojrzeli z zaciekawieniem na Malfoy'a, którego właśnie mandragora ugryzła w palec.
Wieczorem po lekcjach Laura,
Harry i Ron poszli odrobić karę. Ron musiał pomagać Filtchowi szorować puchary i odznaki w pokoju życzeń, a rodzeństwo musiało pomóc profesorowi Lockhartowi odpisywać na listy fanów. Był on nowym nauczycielem obrony przed czarną magią. Kiedy rodzeństwo weszło do jego gabinetu zobaczyli tam mnóstwo jego ruchomych zdjęć. Podczas odpisywania Lockhart zanudzał ich swoimi opowiadaniami. Nagle usłyszeli jakiś syczący, mrożący krew w żyłach głos.
- Chodź do mnie... chodź... rozszarpię cię... rozszarpię na strzępy... zabiję...
Rodzeństwo gwałtownie podskoczyło.
- Co? - prawie krzyknęli.
- Wiem! - ucieszył się Lockhart. - Sześć miesięcy na szczycie listy bestsellerów! Pobiła wszystkie rekordy.
- Nie - odpowiedział Harry. - Ten głos!
- Słucham? - zdziwił się Lockhart. - Jaki głos?
Ten... ten który mówił.... nie słyszał pan? - zapytała Laura.
- Chyba jesteście już zmęczeni. No popatrzcie! Pracujemy już od czterech godzin! Ale ten czas szybko leci. Możecie już iść do łóżek.
Harry i Laura wytężyli słuch, ale nic nie usłyszeli. Wyszli czym prędzej. Na korytarzu Laura zapytała:
- Ty też go słyszałeś?
- Tak, ale kto to mowił?
- Nie wiem, ale brzmiało to strasznie.
Kiedy doszli do pokoju wspólnego Gryffindor'u było już pusto. Tylko Ron i Hermiona siedzieli na kanapie czekając na nich.
- Wszystkie mięśnie mi zesztywniały - jęknął Ron. - Kazał mi czyścić Puchar Quidditch'a czternaście razy, zanim uznał, że może być. A jak było u Lockharta?
Harry i Laura opowiedzieli im o głosach jakie słyszeli.
- I Lockhart nic nie słyszał? - zapytał Ron marszcząc czoło. - Myślicie, że kłamał? Ale jednego nie rozumiem... przecież nawet ktoś niewidzialny otworzyłby sobie drzwi...
- Wiemy - odpowiedziała Laura mówiąc za nich dwóch. - My też tego nie rozumiemy.
Poszli spać, bo byli bardzo zmęczeni.
Rodzeństwo jednak nie mogło zasnąć, gdyż cały czas rozmyślali o tym głosie.

czwartek, 5 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

 ROZDZIAŁ 21
                                                                   
Lecieli teraz nad budynkami. 
Na twarzy dzieci było przerażenie, bo uświadomiły sobie, że Ron nie umie prowadzić.
-Ron, uprzedzam cię. - mówił Harry. - Mugole nie przyzwyczaili się do latających samochodów.
- Mhm. - mruknął przerażony i wcisnął jakiś guzik.
Nagle pojazd stał się nie widzialny, ale tylko na chwilę. 
- O kurczę! - powiedział zdenerwowany chłopiec. - Harry wciśnij ten guzik i nie puszczaj go!
Lecieli teraz nad polanami i lasami. W końcu Laura powiedziała:
- Patrzcie! Pociąg! 
Pojazd teraz szybko jechał po torach. Ron zjechał trochę niżej żeby go lepiej widzieć. 
- O nie. Niewidzialność nawaliła! - powiedział zdenerwowany Harry.
- No to mamy pecha. - odparł rudowłosy.
Nagle samochód zaczął wydawać dziwne dźwięki. Zaczął tak jakby powarkiwać.
- Nie! Tylko nie teraz! Jeszcze trochę!
Pociąg znikł im z oczu. Lecieli z jakąś godzinę aż w końcu znaleźli tory. Podlecieli nad nie tak blisko, że byli tylko kilka stóp nad nimi.
- On musi gdzieś tu być. - powiedział zaintrygowany Harry.
Usłyszeli trąbienie pociągu. Jednak nie było go przed nimi. Przyjaciele spojrzeli na siebie z przerażeniem.
- Ron! Gaz! - krzyknęła przestraszona Laura. 
Pociąg był tuż za nimi. Chłopiec szybko wcisnął gaz i samochód leniwie poleciał w górę. Zaczęło coś zgrzytać i drzwi od strony Harry'ego otworzyły się. Chłopiec wysunął się z auta i trzymał się jedną ręką drzwi.
- Harry! - krzyknęli w tej samej chwili Laura i Ron.
- Trzymaj się! - krzyknął chłopiec i wyciągnął dłoń ku przyjacielowi. 
Harry próbował ją chwycić, ale nie mógł. Była zbyt śliska.
- Nie mogę! Jest strasznie spocona! 
Ponowił jednak próbę. Ron zaczął go wciągać do środka, a Laura mu pomogła. Kiedy chłopiec bezpiecznie siedział na fotelu dziewczynka przytuliła go z tyłu.
- Nie strasz mnie więcej, dobra? - powiedziała troskliwym, ale trochę złym głosem.
Lecieli jeszcze z jakąś godzinę. W tym czasie zrobiło się ciemno. Ujrzeli wielki zamek, Hogwart.
- Już na pewno wszyscy siedzą w Wielkiej Sali. - powiedział Ron.
Nagle samochód zaczął strasznie głośno bulgotać.
- Tylko nie teraz. - błagał Ron, ale było już za późno. Samochód zgasł.
Lecieli w stronę jednego z drzew rosnących na szkolnych błoniach. Zatrzymali się na jednej z grubych gałęzi. Nagle coś uderzyło w samochód. Było to.... drzewo? Tak, wierzba biła ich swymi grubymi gałęziami.
- Aaaaaaaaaaa! - krzyczeli tak głośno jak tylko mogli.
Jedna z gałęzi uderzyła tak, że otworzyła klatkę z Hedwigą, a ona wyleciała przez wybite okno. Dach ugiął się nad nimi od uderzenia. Ron bez skutecznie próbował odpalić Forda. W końcu jakimś cudem zjechali z drzewa. Samochód uruchomił się i wyrzucił z siebie całą swoją zawartość. Włączył światła, zatrąbił i odjechał w stronę Zakazanego Lasu.
- Nie, wracaj! - wołał zrezygnowany Ron. - Ojciec mnie zabije! 
Rodzeństwo w tym czasie pozbierało swoje rzeczy. Ron trzymał w ręce jakiś złamany patyk.
- Moja różdżka...- mówił przerażony.
Wzięli swoje rzeczy i odłożyli je obok walizek innych, które stały przed wejściem. Weszli po cichu do środka, stanęli przed drzwiami Wielkiej Sali i dostrzegli małą Ginny stojącą wśród pierwszoroczniaków. Nagle usłyszeli za sobą mroczny głos.
- No proszę, proszę. - był to Snape. - Kogo my tu mamy?
Dzieci odwróciły się i przestraszone powiedziały:
- Dobry wieczór, panie profesorze....
- Do mojego gabinetu! Teraz!
Teraz przyjaciele szli za nauczycielem eliksirów w stronę lochów, w których miał gabinet. W środku było zimno i ciemno. Dzieci stały przed biurkiem. Do pomieszczenia wszedł Filtch.
- Idź po profesor McGonagall i profesora Dumbledore'a. - rozkazał i Filtch wyszedł. - Czy wy zdajecie sobie sprawę z tego co zrobiliście? Uszkodziliście najstarsze drzewo jakie jest w Hogwarcie. Bijącą Wierzbę. I na dodatek... - mówił groźnie, wyjął fragment gazety Prorok Codzienny i zaczął czytać. - "Dzisiaj pewny incydent uszkodził harmonię w świecie mugoli. Około siedmiu pozamagicznych ludzi zobaczyło dziś latający samochód. Zostali oni poddani zabiegowi usunięcia pamięci, jednak takie zdarzenie nie powinno mieć miejsca". Widzicie co narobiliście? Jakbym był opiekunem Gryffindor'u to już byście stąd wylecieli.
- Ale nie jesteś, Severusie. - powiedział profesor Dumbledore stojąc obok profesor McGonagall. 
Przyjaciele spojrzeli na nich błagalnie.
- I pewnie teraz wylecimy. - powiedział zrezygnowany Ron.
- Co też pan opowiada, panie Weasley? Może i wylecicie, ale na pewno nie dzisiaj. Jednak musicie dostać jakąś karę, bo to poważne wystąpienie. Jutro dowiecie się jakie prace musicie odrobić, a teraz idźcie do swojego dormitorium. - powiedziała stanowczo i dzieci wyszły. 
Zastanawiali się, dlaczego profesorowie
nie chcieli znać przyczyny ich przyjazdu samochodem. Kiedy Hermiona wróciła z Wielkiej Sali dowiedzieli się, że Ginny także jest w Gryffindor'rze. Ron odetchnął z ulgą. Opowiedzieli jej o zajściu i  Zgredku. Po rozmowie poszli spać z pustymi żołądkami. Tylko ich przyjaciółka była najedzona.

środa, 4 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 20

Dzisiaj jest 31 sierpnia. Czas żeby 
zrobić zakupy do Hogwartu. Rodzina Weasley'ów, Laura i Harry przebrali się i ustawili przy kominku. 
- Dobrze. - oznajmiła pani Weasley. - Najpierw Harry i Laura. Pewnie chcecie lecieć razem więc ten jeden raz możecie. Nabierzcie trochę proszku.
Harry i Laura nie wiedzieli po co im proszek.
- Mamo...- powiedział Ron. - Oni jeszcze nigdy nie podróżowali za pomocą proszku fiuu.
- Za pomocą czego? - zapytało zdziwione rodzeństwo.
- No faktycznie! Dobrze. Ron, pokaż im jak to się robi.
Chłopiec nabrał proszku, stanął w kominku i powiedział:
- Na Pokątną!
Zobaczyli tylko zieloną smugę i Rona nie było. Rodzeństwo nabrało trochę proszku fiuu i weszło do kominka.
- Musicie bardzo wyraźnie wypowiedzieć słowa. - instruowała ich kobieta.
- Na P-p-p-pokątną! - wyjąkał Harry.
Zobaczyli zielony dym i poczuli podmuch zimnego powietrza. Wszystko zaczęło się kręcić. Po chwili wysunęli się z jakiegoś czarnego pieca umazani sadzą. Harry podniósł okulary, które mu pękły.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała Laura kiedy  wstali.
- Nie wiem, ale na pewno nie na Pokątnej.
Wyszli z pomieszczenia. Okazało się, że są w jakimś sklepie. Było w nim pełno magicznych, ludzkich części ciała. Widoki były okropne. Wyszli ze sklepu. Było tam czarno. Wszędzie chodziły czarownice i czarodzieje. 
- Malfoy... - powiedziała Laura i zaciągnęła brata za bardzo szeroki słup. Draco szedł z ojcem, który miał blond długie włosy. 
- Tato! Kupisz mi tą rękę czy nie? - pytał chłopiec.
- Uważam, że jest ci nie potrzebna.
- Ale tato!
- Umknij się Draco! - powiedział groźnie wchodząc do sklepu.
Harry nie zwrócił za bardzo uwagi na tą rozmowę, ale Laura, która przejmuje się losem wszystkich, których napotka dziwiła się. Ciekawiło ją  dlaczego ojciec jest dla niego taki surowy. Postanowili poszukać wyjścia z tego miejsca. Zaczepiały ich różne, straszne czarownice.
- Harry! Laura! Co wy tu robicie? - zawołał jakiś olbrzym.
- Hagrid! - krzyknęli szczęśliwie i pobiegli w stronę przyjaciela.
- Co wy tu cholibka robicie? - zapytał otrzepując ich z sadzy.
- Zabłądziliśmy. Ale chwila, co ty tu robisz?
- No... ja.... szukałem jakiegoś środka na ślimaki. - odpowiedział nieco zakłopotany. - Chodźcie.
Szli teraz krętą uliczką.
- Nie powinniście tutaj chodzić. Nokturn to parszywe miejsce. 
Doszli teraz to skrzyżowania ulic. Na jednej pisało: "Śmiertelny Nokturn", a na drugiej: "Ulica Pokątna". Poszli w stronę księgarni.
- Laura! Harry! - zawołała wesoło dziewczynka.
- Hermiona! - powiedzieli uradowani.
Dziewczynki przytuliły się na powitanie, a Harry tylko się uśmiechnął.
- Och, Harry! Znowu twoje okulary... Oculus Reparo! - powiedziała Hermiona i skierowała różdżkę na nos chłopca.
- No, teraz to sobie poradzicie. Ja muszę już iść. - oznajmił Hagrid i poszedł w drugą stronę.
- Cześć! - krzyknęli wesoło.
- Chodźcie do księgarni!
Podeszli do budynku, na którym widniał napis "Księgarnia Esy i Floresy". W środku dostrzegli rudą rodzinę Weasley'ów. 
- O jesteście! Zaraz Gilderoy Lockhart będzie rozdawał swoje książki. - powiedział Ron, a Hermiona sie rozpromieniła.
- Kto? - zapytało rodzeństwo.
- To taki czarodziej. Mama go uwielbia.
- Cicho Ron! - upomniała go matka.
Do sali wszedł wysoki, blond włosy mężczyzna o ogromnym uśmiechu, w którym było widać jego białe zęby. Utkwił wzrok w Harry'm i Laurze.
- Jestem Gilderoy Lockhart! - było słychać oklaski. Jakiś dziennikarz robił zdjęcia. - Pewnie państwo nie spodziewało się, że spotka mnie tu z samym rodzeństwem Potter! Zapraszam!
Harry i Laura zakłopotani podeszli do mężczyzny, który ich objął.
- Uśmiechnijcie się! Jak dobrze pójdzie to będziemy na pierwszej stronie.
Po zrobieniu kilku zdjęć Lockhart wręczył im po egzemplarzu wszystkich  jego dzieł. Dzieci ruszyły z książkami do wyjścia.
- Dajcie! Musi je podpisać! - powiedziała pani Weasley i wzięła od nich książki.
Rodzeństwo ruszyło ku wyjściu. Zatrzymali się obok małej Ginny. Nagle przed nimi pojawił sie Malfoy.
- No proszę, Potter. Teraz to nawet będziecie w gazetach.
- A co cię to?
- Nic. Po prostu sądzę, że na to nie zasługowaliście.
- Odczep się od niego! - krzyknęła piskliwym głosem Ginny.
- No proszę. To nawet masz dziewczynę?
Ginny zarumieniła się. Nagle obok chłopca pojawił się jego ojciec.
- Draco proszę...
Do Laury i Harry'ego podeszła rodzina Weasley'ów.
- Lucjuszu. - powiedział pan Weasley.
- Arturze. Jak widzę nic nowego. Stare ubrania i książki. - powiedział trzymając w ręcę książkę Ginny.
- Nie twoja sprawa, a teraz pozwól, że pójdziemy.
Wyszli z księgarni i teleportowali się do Nory. 
Na drugi dzień wszyscy spakowali
 swoje rzeczy i wsiedli w samochód, który ich pomieścił tylko dlatego, że pan Weasley rzucił na niego zaklęcie. Pojechali do Londynu. Zaparkowali na parkingu przy stacji King's Cross.
- Szybko, bo się spóźnicię! - wołała pani Weasley kiedy biegli w stronę peronu 9 i 3/4. 
- Fred szybko!
- To jest George. I ty uważasz się za naszą matkę?- zapytał jeden z bliźniaków.
- Oj, nie gniewaj się George. 
- Żartowałem, jestem Fred. - powiedział bliźniak i wbiegł w ścianę. 
Za nim wbiegł George, Percy, pani Molly i pan Artur z Ginny. Teraz była kolej na Laurę, Harry'ego i Rona. Najpierw biegli chłopcy. Już mieli wbiec w ścianę, kiedy... nie mogli. Ich wózki przewróciły się, a oni razem z nimi. Hedwiga przeraźliwie głośno zaskrzeczała. Chłopcy szybko podnieśli się i dotknęli ściany.
- Nic wam nie jest? - zapytała Laura podnosząc Hedwigę z podłogi.
- Nie.... Ale co teraz? - zapytał spanikowany Ron.
Wszyscy się na nich gapili. Dzieci były zestresowane.
- Nie mam pojęcia. Nie zdążymy już na pociąg. Może poczekamy na twoich rodziców przy samochodzie? - zapytał Harry.
- Samochód... - powiedział Ron i spojrzał na rodzeństwo.
Dzieci zrozumiały o co chodzi.
Podnieśli swoje rzeczy i ruszyli
w stronę pojazdu. Zapakowali do bagażnika torby. Laura usiadła z Hedwigą z tyłu, a chłopcy z przodu. Ron za kierownicą. Odpalił silnik i wzniósł się w górę. 

 

wtorek, 3 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 19

Gdy weszli do środka zobaczyli,
 nie zwykły dom, jaki mają mugole, tylko najprawdziwszy dom czarodzieja. Na fotelu sam robił się sweter z włóczki, w zlewie same myły się naczynia. Rudzi chłopcy wzięli sobie po ciastku, ale rodzeństwo nie miało na to ochoty. Byli zbyt zafascynowani. Na ścianie wisiał zegar, na którym były zdjęcia wszystkich dzieci Weasley'ów i rzeczy, które trzeba wykonać. Nagle pojawiła się pani Weasley.
- Gdzie wyście do jasnego chochlika byli!? - zapytała bardzo głośnym głosem. - Nawet nie wiecie jak ja się martwiłam! O, Laura, Harry tak miło was widzieć. - dodała przyjemnie i po chwili zaczęła znowu krzyczeć.- Odchodziłam od zmysłów! Dzieci nie ma, samochodu też! Jakiś mugol mógł was zobaczyć! Przez was ojciec może mieć kłopoty!
- Ale mamo..... My musieliśmy polecieć po nich. Oni ich tam więzili! Byli zamknięci i w oknie mieli wielką kratę!
- Porozmawiamy o tym jak ojciec przyjdzie!
I na tym się skończyło. Do śniadania była jeszcze godzina, więc Ron postanowił pokazać Harry'emu i Laurze swój pokój. Szli krętymi schodami. W końcu doszli do pokoju chłopca. Kiedy weszli wydawało im się, że całe pomieszczenie jest żółte, ale po chwili zorientowali się, że są to plakaty z jakąś drużyną.
- Kto to? - zapytała Laura.
- Moja ulubiona drużyna quidditch'a. Armaty Chudleya.
Nagle usłyszeli jakieś hałasy. Rodzeństwo nie wiedziało co to jest.
- To nasz domowy ghul. Bardzo mnie irytuje. Jest tuż nad moim pokojem i przez niego nigdy nie mogę się wyspać.
Rodzeństwo spojrzało przez okno. Było widać z niego podwórko Weasley'ów, polany i rzeczkę.  
- Ten dom to nic specjalnego. Bywały lepsze. - powiedział Ron i rzucił się na łóżko.
- To najwspanialszy dom, jakikolwiek widzieliśmy..... - westchnęło rodzeństwo.
Ronowi zapaliły się uszy. Nagle zawołała ich pani Molly i kazało wyrzucić wszystkie gnomy jakie są w ogródku. Harry i Laura nie musieli tego robić, jednak im bardzo na tym zależało.
- Wszyscy mugole twierdzą, że gnomy to takie ładne i przyjazne stworzenia, a wręcz przeciwnie. Są okropne! - stwierdził Ron.
Rodzeństwo ujrzało pełno małych stworów biegających po ogrodzie. Fred i George pokazali im jak się ich pozbyć. Trzeba było chwycić je za nogi i wywijać w powietrzu jak lassem i wyrzucić za płot.
- To okropne! - powiedziała Laura.
- Ale dzięki temu tracą orientacje i szybciej idzie się ich pozbyć. - stwierdził Fred.
Kiedy pozbyli się wszystkich gnomów zobaczyli pana Weasley'a wchodzącego do domu. Dzieci także poszły na śniadanie. Kiedy weszli ujrzeli równie rudego mężczyznę siedzącego na krzesełku. Zszedł Percy i usiadł koło niego. 
- W końcu zszedłeś. Co ty tam tak cały czas siedzisz?
- Percy się zakochał, Percy się zakochał! - nucili bliźniacy.
- Wcale nie! Polerowałem moja odznakę! - powiedział dumnym głosem i wskazał na złotą rzecz na jego piersi. 
Zabrali się za śniadanie.
- Mamo! Nie widziałaś gdzieś mojego sweterka?- zapytała Ginny.
Nagle zatrzymała się i przerażonym wzrokiem spojrzała na Harry'ego i Laurę. Od razu uciekła na górę. Rodzeństwo spojrzało pytająco na Rona.
- Ginny. - westchnął. - Przez całe wakacje gadała o Harry'm. Zakochała się czy co?
- Ron! - upomniała go matka.
- Tato! Znalazłeś coś? - zapytał z zaciekawieniem George.
- Miałem dzisiaj mnóstwo interwencji. A no właśnie. Wy mieszkacie u mugoli prawda? Więc proszę, powiedzcie mi.... do czego służy gumowa kaczka?
Laura miała już odpowiedzieć, ale pani Weasley jej przerwała.
- A może..... samochody?
- Samochody? - zapytał ze zdziwieniem pan Weasley.
- Tak samochody. Wyobraź sobie, że twoi inteligentni synowie zabrali twój samochód i pojechali do Harry'ego i Laury i z powrotem!
- Naprawdę? I co? Wszystko działa? - zapytał z zadowoleniem pan Weasley.
- Arturze! Ty chyba nie rozumiesz powagi sytuacji!
- Ach no tak. Bardzo nie ładnie chłopcy, bardzo nie ładnie.
Nagle do kuchni wleciał szary ptak i wylądował w tostach Rona.
- Przyszły listy ze szkoły. Do Harry'ego i Laury też jest. - oznajmił Percy i rozdał wszystkim listy.
Znajdował się w nich nowy skład książek, które będą potrzebować.

Uczniowie drugiego roku powinni mieć:
Standardową księgę zaklęć (2 stopień) Mirandy Goshwak
Jak pozbyć się upiora Gilderoya Lockharta
Jak zaprzyjaźnić się z ghulami Gilderoya Lockharta
Wakacje z wiedźmami Gilderoya Lockharta
Wędrówki z trollami Gilderoya Lockharta
Podróże z wampirami Gilderoya Lockharta
Włóczęgi z wilkołakami Gilderoya Locfharta
Rok z yeti Gilderoya Lockharta

Fred, który skończył czytać swoją listę zajrzał na listę Laury.
- Ci też napisali, że musisz mieć te wszystkie książki Lockharta! -zawołał. - Nowy nauczyciel obrony przed czarną magią musi być jego fanem. Pewnie to czarownica.
W tym momencie uchwycił spojrzenie matki i zajął się marmoladą. 
- Nie wiem czy będzie nas na to stać. - powiedział George. - Książki Lockharta są bardzo drogie.
- Jakoś sobie poradzimy. - oznajmiła pani Weasley.
Po śniadaniu Harry, Laura, Ron, Fred i George poszli na wzgórze za domem Weasley'ów. Chłopcy ćwiczyli sobie quidditch'a, a Laura czytała książkę "Przygody Merlina: Świat bez ludzi". Kiedy zrobiło się ciemno dzieci wróciły do Nory. Rodzeństwo i Ron poszli do pokoju chłopca. 
- Mieliście mi opowiedzieć o tym stworku.
- Aaaa, no właśnie.
Zaczęli mu opowiadać o Zgredku. Kiedy skończyli Ron odezwał się.
- Czekajcie. Takiego stworka mają tylko bogate rody czarodziejów. Zgredek... Gdzieś już to słyszałem. A już wiem! Bo jak wiecie ojciec pracuje w Ministerstwie Magii w dziale Prawidłowego Użycia Produktów Mugoli. Kiedyś mi opowiadał o nijakim Lucjuszu Malfoy'u. No, Malfoy'owie są bogatymi czarodziejami. Wydaję mi się, że Zgredek może należeć do nich.
- Ale skąd ta pewność? - zapytała Laura.
- Kiedyś ojciec mi opowiadał, że do ojca Malfoy'a przyszedł jakiś skrzat domowy o imieniu Zgredek.
Rodzeństwo nie wiedziało co myśleć.
Ostatni tydzień sierpnia minął im
bardzo przyjemnie. Bawili się z Weasley'ami. Jednak nie mogli doczekać się powrotu do szkoły.

poniedziałek, 2 listopada 2015

"Harry Potteri ja".

ROZDZIAŁ 18

Laura szybka zamknęła drzwi. 
Stworek powiedział podekscytowanym głosem:
- Laura i Harry Potter.... Zgredek tak się cieszy. 
- Przepraszam, ale kim jesteś? - zapytała Laura.
- Zgredek jest domowym skrzatem.
- Słuchaj bardzo nam miło, ale to chyba nie jest odpowiedni moment na odwiedziny domowego skrzata. - powiedział Harry.
- Rozumiem. Jeszcze nikt nie cieszył się z wizyty Zgredka. - mówił smutnym głosem zeskakując z łóżka. - Ale Zgredek musi ostrzec Laure i Harry'ego Potter!
- Ostrzec? - nie rozumiał. - Przed kim?
- Ach! To długa historia.
- Może usiądziesz? - zapytała przyjemnym głosem.
- Usiądziesz? - zapytał głośno i z nie dowierzaniem Zgredek. - Jeszcze nigdy żaden czarodziej nie pozwolił Zgredkowi usiąść w jego obecności!
- Może trafiałeś na złych czarodziejów?- zapytał chłopiec.
Skrzat zaczął wyć. I walić głową o ścianę. Rodzeństwo szybko go uspokoiło.
- Zgredek! Spokojnie! - mówili głośnym szeptem.
Stworek w końcu usiadł na krześle.
- Czemu nosisz taką szmatę? 
- To oznacza, że jestem wierny mojemu panu. Dopiero kiedy Zgredek otrzyma od swojego pana kawałek ubrania to będzie wolny. Ale jego pan nie da mu nawet skarpetki.
- Dobrze, ale przed czym chciałeś nas ostrzec?
- Rodzeństwo Potter nie może wracać do Hogwartu.
- Jak to?! Przecież tam jest nasz dom. W twoim świecie, nie tu!
- Ale w Hogwarcie czeka na was niebezpieczeństwo. Wy nie możecie tam wracać! Przecież nie macie po co.... przyjaciele do was nie piszą....
Faktycznie nie dostali ani jednego listu.
- Ale chwila, skąd ty o tym wiesz? 
Skrzat wyjął zza poszewki, którą miał na sobie koperty owiązane różową tasiemką.
- Zgredek myślał, że jak przyjaciele zapomną o rodzeństwu Potter to nie będziecie chcieli wracać do Hogwartu.
- Oddaj to! - krzyknął Harry i wyrwał skrzatowi listy.
- Ale Zgredek chciał dobrze! Nawet przyjechał tu chociaż mu nie wolno! Nie! Zły Zgredek! Obraził swojego pana! Zły! Zły! - zaczął przeraźliwie krzyczeć i walić głową w lampkę od biurka. 
Dzieci usłyszały kroki. Były przerażone. Harry chwycił Zgredka za poszewkę i włożył do szafy.
- Siedź cicho! - wycedził groźnie.
Drzwi otworzyły się. Stał w nich wuj Vernon czerwony jak burak, ale ze złości, nie z zawstydzenia.
- Co wy tu u licha robicie!? Właśnie popsuliście mi żart o golfistach!
Harry opierał się o szafę, która drgała co chwilę.
- To już się nie powtórzy.....
- Jeśli usłyszę choć jeden dźwięk... to już nigdy tam nie wrócicie! I naprawcie szafę. - powiedział i zamknął z trzaskiem drzwi.
Skrzat wyskoczył z szafy.
- Obiecujcie, że już nigdy nie wrócicie do Hogwartu!
- Nie! My musimy tam jechać!
Właśnie teraz Zgredek wybiegł z pokoju i biegł na parter. Rodzeństwo rzuciło się za nim. Gdy dotarli na dół zobaczyli skrzata, a potem.... a potem latający tort ciotki Petuni.
- Zgredek! Błagam cię! - prosiła Laura.
- Laura i Harry Potter muszą przysiąść, że już nigdy nie wrócą do Hogwartu!
- Zgredek zrozum! Tam jest nasz dom!
Skrzat pstryknął palcami i tort zaczął lecieć stronę pani Mason. Pstryknął jeszcze raz i zniknął. Harry rzucił się za tortem. Próbował go powstrzymać. Laura stała za nim z przerażoną miną. Dursleyowie gapili się na niego ze wstydem i złością. Nagle tort spadł na głowę pani Mason. 
- Przepraszam! - mówił rozpaczliwie wuj. - To nasz chory siostrzeniec ze swoją siostrą! Oni są chorzy! Trzymamy ich na górze, bo w towarzystwie obcych zachowują się okropnie! 
Rodzeństwo pobiegło na górę i weszło do swojego pokoju. 
- To już po nas!
Usłyszeli zamknięcie drzwi, lecz nikt nie szedł na górę. Po kilkunastu minutach przyjechał samochód z jakimś robotnikiem, który przywiózł jakąś kratę. Teraz drzwi otworzyły się i wszedł wuj Vernon.
- Popsuliście mi całą umowę! - krzyczał na cały głos. - Teraz przysięgam wam, że już nigdy nie wrócicie do tej chorej szkoły! A i nie mówiliście nam, że nie wolno wam czarować poza szkołą! - krzyknął i wrzucił list na łóżko Laury. Kiedy skończyli mątować kratę w ich oknie dzieci przeczytały zawartość koperty:

Szanowne Państwo Potter,
z naszego poufnego źródła otrzymaliśmy właśnie wiadomość, że tego wieczoru, o godzinie dwudziestej, w miejscu Państwa przebywania użyto Zaklęcia Swobodnego Zwisu.
Jak Państwo wie, niepełnoletnim czarodziejom nie wolno używać czarów poza szkołą. Dalsze takie poczynania mogą doprowadzić do usunięcia Państwa z rzeczonej szkoły ( Ustawa o Uzasadnionych Restrykcjach wobec Niepełnoletnich Czarodziejów, 1875, paragraf C)
Pragniemy również Państwu przypomnieć, że wszelka działalność magiczna, która mogłaby być zauważona przez obywateli pozamagicznych (mugoli) stanowi poważne wykroczenie, zgodnie z 13 rozdziałem Zasad Tajności Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów.
Życzę udanych wakacji!
Z wyrazami szacunku
Mafalda Hopkirk
WYDZIAŁ NIEWŁAŚCIWEGO UŻYWANIA CZARÓW
Ministerstwo Magii

Rodzeństwo było załamane.
Nie dość, że nie wrócą do Hogwartu to mogą mieć jeszcze kłopoty. Zrobiło się późno. Dzieci zasnęły. Nagle usłyszały pukanie w szybę. Otworzyli oczy, Harry ubrał okulary. Wstali i zobaczyli latający, niebieski samochód, a w nim trzech rudzielców. Laura tak się uśmiechnęła, że prawie nie było widać jej oczu. Harry otworzył okno.
- Ron! Fred! George! - powiedzieli szczęśliwie.
- Czemu nie odpisywaliście na moje listy?- zapytał Ron.
- Długa historia. Później ci opowiemy.
- Nie martwcie się! Zabierzemy was stąd! Pakujcie się! 
Harry i Laura szybko spakowali swoje rzeczy. Ron zaczepił do kraty jakiś sznur.
- Lepiej się odsuńcie! Teraz Fred!
Jeden z bliźniaków przycisnął gaz i ruszył. Krata z ogromnym hałasem wyrwała się ze ściany i runęła na ziemię. Samochód szybko podjechał i rodzeństwo zaczęło pakować swoje rzeczy. Laura weszła pierwsza.
- Jeszcze Hedwiga! - zawołała do Harry'ego. 
Na korytarzu pojawiło się światło, a drzwi otworzyły się. Harry błyskawicznie podał sowę siostrze i sam wszedł do pojazdu. Poczuł jak ktoś go trzyma za kostkę. Zaczął się szarpać, ale wuj był silniejszy. Przyjaciele i siostra cudem wciągnęli go do samochodu. Wuj spadł na trawnik.
- Nic ci nie jest? - zapytała dziewczynka.
- Nie.
- A no właśnie. Wszystkiego najlepszego! - powiedzieli rudzi chłopcy.
Lecieli nad chmurami. Czasami spadali trochę niżej, aby sprawdzić czy lecą w odpowiednim kierunku. Ludzie z tej wysokości byli malutcy jak mrówki. Mieli piękne widoki. To jeziora i lasy, a ulice i domy. Było pięknie. Lecieli tak parę godzin. W końcu wlecieli na jakąś polanę. Zobaczyli wysoki, trochę krzywy dom.
- To wasz dom? - zapytał Harry.
- Tak. To jest Nora. Nic specjalnego.
- Tu jest pięknie. - powiedziała Laura, a Ron spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem.
Wylądowali na trawie i zaprowadzili 
samochód do garażu. Po podwórku biegały kury i inne stworzenia. Rosły różne rośliny. Ale najciekawiej było w środku.   
 
  

niedziela, 1 listopada 2015

"Harry Potter i ja".

ROZDZIAŁ 17

Kiedy dzieci dojechały do domu
Dursleyów było już ciemno. Dudley kiedy ich zobaczył od razu uciekł do swojego pokoju. Na kolacji wuj Vernon oznajmił drżącym głosem.
- Laura, Harry od dzisiaj zamieszkacie w starym pokoju Dudley'ka. I oczywiście ta wasza sowa będzie zamknięta przez całe wakacje. Myślicie, że pozwolę wam pisać z tymi waszymi przyjaciółmi? Oczywiście, że nie.
I od tej pory rodzeństwo zamieszkało w trochę większym pokoju z szafą, dwoma łóżkami i biurkiem. Hedwiga cały czas hałasowała co bardzo denerwowało Dursleyów. Pewnego dnia wuj nie wytrzymał.
- Uciszcie tą przeklętą sowę! - krzyknął wściekłym głosem.
- Ale ona chce tylko polatać. - powiedziała Laura.
- Jestem pewny, że wystarczyłyby jej tak dwie godzinki. - oznajmił Harry.
- Nie ma mowy!
Wakacje mijały im bardzo wolno. 
W ostatni tydzień sierpnia dzieci miały dużo pracy. Pewnego dnia kiedy pracowali w ogrodzie, dostrzegli w żywopłocie dwa, duże, zielone oczy, które się w ich wgapiały. Rodzeństwo także w nie patrzyło. Nagle na podwórko wbiegł Dudley.
- Wiem co dzisiaj jest!
- Brawo! W końcu nauczyłeś się dni tygodnia. - powiedziała bezinteresownie Laura.
- Dzisiaj są wasze urodziny! I co? Żaden z tych waszych przyjaciół o was nie pamiętał?
Faktycznie. Nie dostali od Rona i Hermiony żadnego listu od początku wakacji. Było im z tego powodu bardzo przykro.
- Bum cyk cyk, dwa ślimaki, Dudley zamieni się w pisklaki! - wymyślił szybko Harry.
Mały grubasek od razu pobiegł do domu.
- Maaaamo! Mamo! Oni czarują! - krzyczał przerażonym głosem.
Oczy zniknęły. Rodzeństwo znowu zabrało się do pracy. Na drugi dzień, kiedy wstali na podłodze leżało dużo gazet. Dzieciom przypomniało się, że dzisiaj mają przyjść Masonowie. Rodzeństwo delikatnie stąpało po podłodze. Dotarli do kuchni i zobaczyli wuja Vernona w garniturze i Dudley'a, który nie mógł dopiąć swojej koszuli. Ciotka była ubrana w cytrynową sukienkę. Na stole stał pięknie ozdobiony torcik. Laurze i Harry'emu zrobiło się dziwnie przykro, bo wujostwo i ich kuzyn mieli zawsze takie normalne ubrania, a Harry nosił rzeczy po Dudley'u, a Laura jakieś stare ubrania po córkach koleżanek cioci.
- Chodźcie tutaj. Więc tak, kiedy Masonowie zadzwonią do drzwi to: - mówił zdenerwowanym głosem wuj Vernon.
- To ja ich powitam i wezmę płaszcze. - powiedział Dudley.
- A ja zaproszę ich do salonu i naleję herbatki. - oznajmiła ciotka Petunia.
- A wy?
- A my będziemy siedzieć cicho, tak jakby nas tu nie było. - odpowiedziało smętnym głosem rodzeństwo.
- Słuchajcie, to jest dla mnie bardzo ważne. Więc ostrzegam was. Jeśli usłyszę chociaż jeden głos, albo cokolwiek, już nigdy nie wrócicie to tej waszej szkoły!
To by było najgorsze co by mogło być. Dzieci szybko zabrały się za jedzenie i zaczęły sprzątać. Nadeszła godzina 18:00 i rozległ sę dzwonek do drzwi. Laura i Harry pobiegli na górę. 
- Wszystkiego najlepszego Laura! - powiedział cicho Harry.
- Wszystkiego najlepszego!
Weszli do pokoju. Zobaczyli coś czego
 się nie spodziewali. Po łóżku Harry'ego skakał mały stworek, ubrany w jakąś szmatkę. Odwrócił się, przestał skakać i zaczął patrzeć wielkimi, zielonymi oczami na rodzeństwo. Dzieci rozpoznały te ślepia.